Rok wielkich zmian

  

Unia Europejska wydaje się w defensywie związanej już nie tylko z brexitem, który przecież w wymiarze gospodarczym nie do końca się dokonał, ale głównie z fatalnie prowadzoną akcją szczepieniową.

Stany Zjednoczone w pierwszych tygodniach prezydentury Josepha Robinette’a Bidena – a może raczej należało powiedzieć duetu Biden–Harris – wydają się mocno skupiać na polityce wewnętrznej, a politykę zagraniczną traktują raczej jako płaszczyznę pokazywania różnic między obecnie rządzącą ekipą demokratów a republikańskimi poprzednikami. Chiny, znając zasadę, że natura nie znosi próżni – także w polityce zagranicznej – starają się poszerzać strefę wpływów tam, gdzie jest to możliwe. Nie tylko już w Afryce, która w sposób spektakularny staje się obszarem gospodarczym zależnym od Pekinu, lecz także tam, gdzie dotychczas natrafiały na polityczny opór, jak w przypadku Starego Kontynentu.

Pożegnanie z Merkel, COVID-owe kłopoty Macrona…

W ramach państw Unii Europejskiej Niemcy – najbogatszy kraj z najbardziej konsekwentną polityką zewnętrzną – są w przededniu jesiennej zmiany i kanclerza, i, co bardzo prawdopodobne, układu politycznego (choćby częściowo). Znając niemiecką dbałość o ciągłość, pożegnanie po 16 latach (sic!) rządów kanclerz Merkel nie będzie trzęsieniem ziemi, ale siłą rzeczy wymusi skupienie większej uwagi na sprawach wewnętrznych (wszystko idzie w kierunku powstania koalicji Schwarz-Gruen, czyli CDU-CSU-Zieloni).

Drugi „motor” Unii Europejskiej, czyli Francja, która ustami prezydenta Macrona chętnie poucza bliższych i dalszych sąsiadów w UE odnośnie do tego, jak powinni funkcjonować, a także ogłasza plany daleko idących reform Unii – ma teraz gigantyczny problem z totalnie nieudaną akcją szczepionkową oraz największą liczbą zachorowań na COVID-19 na Starym Kontynencie – w dniu, w którym piszę te słowa: 20 tys. dziennie, co stanowi trzeci wynik na świecie po USA (115 tys.) i Brazylii (34 tys.).

Z kolei Wielka Brytania ma „życie po życiu” poza Unią Europejską i na razie radzi sobie całkiem nieźle, skoro to ona pomaga Unii, jeśli chodzi o szczepionki, a nie odwrotnie. Skądinąd jeszcze niedawno miała aż pięciokrotnie większą liczbę osób zaszczepionych niż średnia unijna(!). Dodajmy znaczące zwiększenie aktywności Londynu nie tylko w obszarze Commonwealthu, ale na przykład w Azji, gdzie w relacjach choćby z Japonią i Koreą Południową Zjednoczone Królestwo usiłuje nie tylko zrekompensować sobie brak możliwości – po brexicie – wykorzystania instrumentów i polityk unijnych, ale wręcz traktuje to jako szansę nawiązywania, zwłaszcza w sferze gospodarczej, ambitnych planów kooperacji i ekspansji.

Polska – wielki beneficjent, a nie uczeń w kącie

Gdzie na tej mapie jest Polska? W oczach opozycji jesteśmy dla zagranicy popychadłem, ale w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Przykładem sukces w postaci uzyskania największych środków finansowych z UE w historii Polski – a nie będzie to możliwe do powtórzenia ze względu na to, że zapewne jeszcze w tej dekadzie Polska stanie się płatnikiem netto, czyli więcej będzie wpłacać do kasy w Brukseli w formie składki członkowskiej, niż stamtąd brać na różnego rodzaju projekty (staniemy się więc wtedy sponsorem Unii, tak jak teraz np. Niemcy, Francja, Szwecja, Holandia czy Austria, choć na pewno nie w takiej skali). Ten sukces pokazał mocną w praktyce politycznej pozycję Polski w Europie, której jakoś nie podważają cykliczne debaty w Parlamencie Europejskim, których celem jest postawienie naszego kraju pod pręgierzem za wszystkie popełnione, a zwłaszcza niepopełnione winy i grzechy. Charakterystyczne, że nie jesteśmy już w sposób zasadniczy atakowani przez Komisję Europejską, nie mówiąc już o Radzie Europejskiej (słynny art. 7 nie jest już unijnym „kijem bejsbolowym” na Polskę). Charakterystyczna jest także reakcja rzecznika KE na oficjalnej konferencji prasowej na doniesienia o podatku medialnym w Polsce. Ogólny, bardzo wymijający komentarz, który na pewno nie był oskarżeniem przy jednoczesnym bardzo ostrym potępieniu Budapesztu za zamknięcie tamtejszego prywatnego radia. Zatem odsiewając propagandowe plewy od ziarna, faktyczne relacje Polski z UE są na pewno znacznie lepszej jakości, niż to było półtora czy trzy lata temu. Czyżby zdecydowały o tym wygrane po raz kolejny przez formację Jarosława Kaczyńskiego wybory – i parlamentarne, i prezydenckie? Zapewne tak, bo Europa, choć staje się coraz bardziej ideologiczna, pozostaje wszak bardzo pragmatyczna.

W relacjach polsko-amerykańskich skończył się „honeymoon”, czyli miesiąc miodowy, który trwał od 2016 r., tzn. od objęcia urzędu przez Donalda Johna Trumpa. Jednak i tutaj proponowałbym patrzeć przez pryzmat nie tyle niemądrych enuncjacji kandydata na prezydenta Joego Bidena porównujących Polskę do Białorusi, a raczej przez pryzmat amerykańskich interesów geopolitycznych, gospodarczych i militarnych, które wymagają dobrych i konkretnych relacji z rządem w Warszawie. I obojętnie, jaki to byłby rząd. USA eksportują do Polski w znaczących ilościach uzbrojenie, na potęgę gaz – jest to dla obu stron korzystne. W związku z tym nie sądzę, aby pamięć o bliskich relacjach polskich władz z wrogami demokratów, czyli prezydentem Trumpem i republikańskimi „consortes”, miała wysadzić w powietrze czy osłabić amerykańskie interesy z „sojusznikiem numer 1” USA w Unii, jakim stała się w ostatnich latach, po brexicie – i pozostanie – Rzeczpospolita. Amerykanie też są pragmatyczni i wiedzą, że ideologiczne dąsy nie mogą zaszkodzić realnym, bieżącym i przyszłym, interesom gospodarczym oraz geopolitycznym. 

Koniunkcja – tak, alternatywa – nie, czyli polsko-chińskie lewarowanie

Prezydent Biden nie zadzwonił do prezydenta Dudy, ale natura nie znosi próżni… Nagle okazało się, że prezydent Rzeczypospolitej rozumie, co oznacza nie tylko w logice, ale też w polityce pojęcie „koniunkcja”. Przekładając to na język politycznego konkretu, głowa polskiego państwa po rozmowie z prezydentem Chińskiej Republiki Ludowej przedstawiła możliwości szerokiej współpracy w zakresie gospodarczym Warszawy i Pekinu, ale też nie wykluczyła sprowadzenia stamtąd szczepionek, gdyby Unia Europejska brnęła dalej w swoje szczepionkowe harakiri, w efekcie czego dalej nie byłoby szczepionek w krajach członkowskich UE.

Koniunkcja oznacza w logice czy matematyce zaprzeczenie alternatywy. Zatem zamiast „albo-albo” Polska proponuje „i to, i to”. Może to da do myślenia stronie amerykańskiej, że jednak warto zabiegać o Polskę i kontynuować linię najlepszych z możliwych relacji bilateralnych między dwoma krajami, która miała miejsce w latach 2017–2021.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: butelka.org | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts