Ekspertki zażądały też "natychmiastowego uwolnienia" Aleksieja Nawalnego.

Według nich próba otrucia opozycjonisty miała na celu wysłanie "złowrogiego ostrzeżenia", aby zdławić ruch dysydencki - podaje agencja Reutera.

"Biorąc pod uwagę nieadekwatną reakcję władz krajowych, użycie zakazanej broni chemicznej oraz widoczny schemat prób selektywnej eliminacji, uważamy, że w trybie pilnym powinno być przeprowadzone międzynarodowe śledztwo w celu ustalenia faktów i wyjaśnienia wszystkich okoliczności dotyczących otrucia pana Nawalnego"

- przekazały we wspólnym oświadczeniu ekspertki ONZ Agnes Callamard i Irene Khan.

Callamard jest specjalną sprawozdawczynią ONZ ds. egzekucji pozasądowych, doraźnych i arbitralnych, a Khan jest specjalną sprawozdawczynią ds. propagowania i ochrony wolności opinii i wypowiedzi.

Callamard i Khan ujawniły również treść listu z 30 grudnia ub.r. do rosyjskich władz, w którym powiadomiły Moskwę, że przyglądają się sprawie otrucia. W liście napisano, że jeśli zarzuty się potwierdzą, rosyjscy urzędnicy mogą podlegać odpowiedzialności karnej "zarówno za udział w próbie zabójstwa lub jej zlecenie, jak i za niedopilnowanie, by podwładni nie angażowali się w te działania".

W sierpniu 2020 roku Aleksiej Nawalny stracił przytomność na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy; piloci lądowali awaryjnie w Omsku i z lotniska przewieziono opozycjonistę do szpitala. Lekarze w Omsku nie dopatrzyli się śladów trucizny w organizmie Nawalnego. Opozycjonista został na prośbę rodziny przewieziony do Niemiec, do kliniki Charite w Berlinie. Władze niemieckie poinformowały następnie o zidentyfikowaniu bojowego środka trującego z grupy tzw. Nowiczoków - trucizn opracowanych przez chemików jeszcze w ZSRR. Nawalny uważa, że za próbą jego otrucia stały władze Rosji, w tym prezydent Władimir Putin.