"The New York Times" podał, że wszyscy pasażerowie byli Pakistańczykami. Związani byli z programem rozwijania umiejętności domowych dla kobiet w regionie. W zamachu, do którego doszło niedaleko miejscowości Mir Ali, został ranny kierowca samochodu. Piąta pracownica humanitarna ocalała, ponieważ udało jej się w porę schronić w jednym z pobliskich domów. Napastnicy uciekli przed policją, chowając się w pobliskich górach.

Według lokalnych służb ten atak może sygnalizować odrodzenie się rebelii w tym graniczącym z Afganistanem regionie, który był niegdyś bastionem pakistańskich talibów.

- Tutaj jest wszędzie groźba zamachu. A dodatkowo, w kulturze plemiennej tu przyjętej, nie akceptuje się kobiet, które swobodnie się przemieszczają

 - powiedział w rozmowie z "Al-Jazeerą" szef policji w Mir Ali Shafiullah Gandapur

Nie wiadomo, kto stał za atakiem, ponieważ nikt nie wziął za niego odpowiedzialności. "The New York Times" podaje jednak, że zamach pasuje do schematu ataków na pracowników humanitarnych oraz medyków leczących polio, które przypisuje się pakistańskim talibom.


Północny Waziristan przez lata był centrum powstańczych ugrupowań, aż do 2014 r., kiedy pakistańska armia rozprawiła się z większością bojowników w regionie. Pomimo tego mieszkańcy Waziristanu oraz eksperci obawiają się, że mogło dojść do przegrupowania frakcji pakistańskich talibów, którzy ukrywali się przed operacjami wojskowymi w sąsiednim Afganistanie.

Od zeszłego roku odnotowano gwałtowny wzrost ataków, szczególnie odkąd do swoich domostw wrócili przesiedleńcy. W zamachach zginęło prawie 60 osób