Legenda indyjska mówi, że znaleziono go na czole na czole chłopca porzuconego nad brzegiem rzeki Jamuny. Dziecko miało być Karną, synem Boga Słońca. Kamień osadzono w posągu boga Śiwy na miejscu trzeciego oka tzw. oka olśnienia. Tyle dzieje fantastyczne. Prawdziwa historia toczy się trochę inaczej – po owej wzmiance z XIV wieku zapada cisza na dwa wieki, kiedy to klejnot wypływa z otchłani zapomnienia na dworze Babura, założyciela dynastii Wielkich Mogołów. Nie przynosi mu on szczęścia: jego syn pierwszy zostaje zmuszony do opuszczenia królestwa. Kolejny władca władca mogolski Szachdżahan umieszcza diament w Pawim Tronie dynastii Wielkich Mogołów. Wkrótce rękę na władcę podnosi jego syn Aurangzeb, wtrąca go do końca życia do więzienia i zabija swych braci. Kilkadziesiąt lat później na bogate imperium ma chrapkę Persja, na której tronie zasiada Nadir Szach zwany (ze względu na swe talenty wojskowe) „perskim Napoleonem” lub „drugim Aleksandrem Macedońskim”.

W 1738 roku wkracza do Indii, pokonuje armię Mogołów i władcę kraju Mohammada Szaha. Jednak ten ostatni nie chce oddać kluczy do skarbca, w którym znajduje się Pawi Tron ozdobiony wielkim diamentem. Nadir morduje więc na jego oczach 30 tys. cywilów. Szah kapituluje i klejnot trafia do Persji. Od tej pory zwany jest Koh-i-noorem. Ale zwycięzca ginie niemal 10 lat później, zamordowany w czasie snu przez swego kuzyna. Persja natomiast pogrąża się w krwawych rozgrywkach klanowych i anarchii. Kamień przechodzi z rąk do rąk, by w 1813 roku trafić do skarbca władcy Lahaur, miasta w Pakistanie. Po powstaniu sipajów w 1850 roku wraz z innymi klejnotami koronnymi zostaje skonfiskowany przez Anglików i ofiarowany królowej Wiktorii z okazji 250 rocznicy utworzenia Kompanii Wschodnioindyjskiej. Do Wielkiej Brytanii przywozi go ostatni władca Pendżabu, 9-letni Dulip Singh.

Kilka lat temu ujawniono akta brytyjskiej dyplomacji z lat 70. XX wieku. Znaleziono w nich pismo premiera Pakistanu Zulfikara Alego Bhutto z żądaniem zwrotu skarbu. W liście do brytyjskiego premiera Jamesa Callaghana, z dnia 13 sierpnia 1976 roku, napisał:

Piszę do Pana tuż przed naszym dorocznym Świętem Niepodległości. To wydarzenie zawsze przywodzi na myśl historyczne pokrzywdzenie Pakistanu przy podziale terytoriów i dóbr, które nam przyznano po zakończeniu rządów brytyjskich. (…) Jego (Koh-i-noora) zwrot Pakistanowi byłby przekonującym świadectwem ducha, który skłonił Wielką Brytanię do dobrowolnego zrzucenia ciężarów imperialnych i stanięcia na czele procesu dekolonizacji.

Do listu dołączono notatkę wysokiego rangą urzędnika, w którym stwierdzał m.in. „To my mamy diament Koh-i-noor, niezależnie od tego, czy posiadanie go jest prawnie uzasadnione, jasno mówimy, że go nie oddamy”. Tymczasem brytyjską rodziną królewską co chwila wstrząsają skandale i niesnaski, wydaje się, że brytyjska monarchia chwieje się w posadach. Ale przecież według legendy dopóki kobieta jest na tronie, nic złego właścicielom Koh-i-noora nie powinno się zdarzyć.